Biznes

Czym i jak Lubuskie uwodzi inwestorów?

Czym i jak Lubuskie uwodzi inwestorów?

Lubuskie przeżywa swój moment i wykorzystuje go najlepiej, jak potrafi. Jeśli nawet nie jesteśmy jeszcze lokalizacją marzeń, to i tak mamy czym kusić.

W pogoni za inwestorem

Jeśli wziąć pod uwagę niskie nasycenie przemysłowe i sporą podaż terenów inwestycyjnych, ten nasz moment znajduje się obecnie w pierwszym okamgnieniu, a to oznacza, że wzrost biznesu i wynikające z niego profity dla mieszkańców w zasadzie dopiero przed nami. Najbardziej, zbiorową wyobraźnię rozpalają korporacje i nic w tym dziwnego. Temat pozyskiwania wielkich inwestycji jest hot z kilku powodów. Jedna firma prowadząca działalność gospodarczą na dużym obszarze, zapewnia samorządowym budżetom zdecydowanie niemałe dochody z tytułu podatku od nieruchomości. A co dopiero dwadzieścia takich firm. Do tego miejsca pracy, pobudzenie ruchu w lokalnym biznesie.

Niejedna miejscowość chciałaby przejść taką metamorfozę jak Lubin czy Polkowice po rozpoczęciu wydobycia miedzi. Takiego szczęsnego losu oczekują mieszkańcy Otynia i pobliskich miejscowości, gdy w poszukiwaniu miedzi Lumina Metals wykonała pierwsze, symboliczne wbicie szpadla, przepraszam – wiertła. A że pieniądz robi pieniądz, a biznes ożywia biznes, zasięg oddziaływania legendarnej już w południowej części województwa inwestycji zdecydowanie wykroczy poza okolice Nowej Soli.

Inwestować? A z jaką korzyścią?

Kwestia podstawowa to tereny inwestycyjne oraz z nimi związana pomoc publiczna, a także inne udogodnienia dla biznesu. Nie wypada w ich kontekście zacząć inaczej niż od specjalnych stref ekonomicznych, a przede wszystkim Kostrzyńsko – Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, jednej z najszybciej rozwijających się stref w Polsce. Swoim działaniem obejmuje ona w tej chwili 35 powiatów, 5 miast na prawach powiatu i 283 gminy na terenie trzech województw, a zgodnie z tzw. zasadą Polskiej Strefy Inwestycji, ulgi podatkowe i wsparcie K-SSSE na prowadzenie działalności można obecnie uzyskać naw dowolnym miejscu na terenie zarządzanym przez spółkę, m.in. w wyznaczonych powiatach województwa lubuskiego. Nie jest to tutaj jedyna SSE, bo okolice Szprotawy obejmuje zasięgiem Wałbrzyska SSE, zaś w gminie Iłowa znajduje się podstrefa Legnickiej SSE, ale zdecydowanie najsilniejsza. Jej ofertę obejmuje wszystkie tereny wskazane w planach zagospodarowania jako inwestycyjne, oczywiście w przypisanych strefie powiatach. A zatem inwestor zainteresowany konkretnym miejscem albo poszukujący działki o określonych parametrach może w łatwy sposób skorzystać z udogodnień i zwolnień podatkowych przy pełnym wsparciu Strefy, bowiem to ona wspiera, wręcz pośredniczy w kontaktach z samorządami. Dzieje się to, oczywiście, niezależnie od działań samych samorządów, które dwoją się i troją, by zapewnić jak najlepsze warunki na swoich terenach. Przypomnijmy, że wartość pomocy publicznej w Lubuskiem wynosi maksimum dla naszej części kraju – 40% dla dużych firm, przy 25% dla większości dolnośląskiego i wielkopolskiego i 15% w przypadku Wrocławia i Poznania.

Co istotne, mechanizm Polskiej Strefy Inwestycji oferuje wsparcie również mikroprzedsiębiorcom, dla których próg wejścia oraz wymagany nakład na inwestycje są dużo niższe, a ulga sięga 70%. Oczywiście, należy spełnić określone warunki. Pierwszy dotyczy sektora gospodarki, bo wsparcie może powędrować do określonych branż: IT, nowoczesnych usług dla biznesu, przemysłowo-produkcyjnej (w tym zbrojeniowej), usług produkcyjnych, działalności badawczo-rozwojowej lub magazynowania. Kolejna kwestia to spełnianie kryterium nowej inwestycji (cyfryzacja, innowacja, nowa linia produkcyjna). Progi wejścia są zmienne w zależności od powiatu, w którym zlokalizowana jest inwestycja, a także stopnia bezrobocia w danym rejonie. W Lubuskie są lokalizacje, w których próg wejścia wynosi 200 tys. zł.
Co niemniej ważne, inwestycji nie trzeba bynajmniej przenosić, bo zgodnie PSI, można ją realizować w dotychczasowym miejscu prowadzenia działalności.

Tereny inwestycyjne w każdej gminie

Przejdźmy zatem do terenów, a tych w Lubuskiem nie brak. W większości gmin też już lata temu dostosowano plany zagospodarowania. W lepszej sytuacji znajdują się te gminy, których włodarze jako jedni z pierwszych spostrzegli potencjał, a także związane z nim wyzwania, a przede wszystkim ośrodki miejskie, najlepiej, jeśli mogą korzystać z zaplecza akademickiego.

I tak, dla przykładu, na pewno wyróżniają się na terenie województwa choćby Tereny Inwestycyjne w Gorzowie Wlkp. przy ul. Mironickiej, o powierzchni przeszło 200 ha, objętych statusem KSSS-E, gdzie miasto realizuje gigantyczny projekt dozbrojenia i skomunikowania o wartości niemal 240 mln zł oraz drugi etap obwodnicy Gorzowa za 150 mln zł, dzięki któremu dojazd do S3 przestanie już stanowić jakikolwiek problem. Kolejny na liście Lubuski Park Przemysłowo -Technologiczny (LPPT) w Nowym Kisielinie, gdzie 130 ha z powierzchni 173,3 ha obejmuje status KSSS-E, a pozostałą część zajmuje Park Naukowo-Technologiczny Uniwersytetu Zielonogórskiego, co zapewnia bezpośrednie zaplecze badawczo-rozwojowe. Zaś świetnie zorganizowana, multimodalna komunikacja gwarantuje nie tylko dogodne warunki transportu towarów, ale i dojazdu pracowników. Warta uwagi jest na pewno Nowosolska Strefa Przemysłowa z Parkiem Technologicznym Interior – unikalną samorządowo- naukowo-biznesową instytucją wsparcia biznesu. W jej ofercie firmy znajdą laboratoria, hale produkcyjne dla startupów oraz nowoczesne, bezpieczne centrum przetwarzania danych Sinersio Data Center.

W gminie Torzym, bezpośrednio przy autostradzie A2, mamy Strefę Inwestycyjną Boczów, którą lokalizacja czyni idealną choćby dla logistyki i transportu.

Strefy Aktywności Gospodarczej (SAG), logistyczne i przemysłowe, powstają w wielu gminach, nie tylko z inicjatywy samorządów. Nie dalej jak kilka dni przed publikacją niniejszego wydania byliśmy świadkami wkopania w Płotach kamienia węgielnego pod budowę parku przemysłowo-magazynowego BTS Park Zielona Góra w Płotach, realizowanego przez grupę kapitałową KOIMEX.

Dojedziesz prędko i wszędzie

Na pewno mocną stroną jest położenie i stopień skomunikowania przede wszystkim południowej części województwa lubuskiego. O tym, jak zmieniła potencjał gospodarczy regionu, ale także życie jego mieszkańców, trasa S3, nikogo przekonywać nie trzeba, a otwarcie S3 na czeską autostradę D11 zbliża się wielkimi krokami. Inwestycje w budowę obwodnic już przynoszą albo zaczną przynosić efekty, lotnisko zaś z perspektywą cargo to również mocny atut.

Na pewno dopieszczenia wymaga kolej, ale same choćby planowane inwestycje infrastrukturalne w połączeniu z rządowym Nowym Planem Transportowym na lata 2031-2034 oraz planowanymi działaniami spółki Lubuski Transport Publiczny dają nadzieje na zmiany w tym zakresie w perspektywie kilku – kilkunastu lat. Jak będzie, zobaczymy.

Doskonałym przykładem sposobu myślenia o zapewnieniu satysfakcjonującego dla inwestorów poziomu komunikacji jest wspomniany wcześniej Lubuski Park Przemysłowo-Technologiczny (LPPT) w Nowym Kisielinie, gdzie mamy do dyspozycji m.in. przystanek kolejowy, miejskie linie, których trasa dostosowywana jest w miarę rozbudowy, żeby trafiać do wszystkich zakładów.

Z ludźmi nieco gorzej

Kadry. To słowo powtarza się w rozmowach nader często. Nic dziwnego, bo to właśnie one stanowią wąskie gardło lubuskiej gospodarki. Jak wynika ze statystyk wskaźnik bezrobocia w regionie wynosi niecałe 6% (5,7% w 2024 r.) i wartość ta w skali regionu waha się minimalnie – o 0,1% na korzyść Gorzowa Wielkopolskiego. Zaraz. Czy na pewno na korzyść? Niskie bezrobocie to dobra wiadomość dla pracownika, ale już niekoniecznie inwestora. Ten ostatni chętniej zwróci się tam, gdzie ma widoki na pracowników.

Gdyby chcieć porównać sytuację z tą u naszych najbliższych konkurentów o rękę inwestora, u kawalera z Dolnego Śląska, wskaźnik ten jest porównywalny z naszym (5,8% w marcu 2026 r.), natomiast w Zachodniopomorskiem – 8,2%, co oznacza zdecydowanie większą rezerwę zasobów ludzkich.

Kwestie zasobności rynku pracy można jeszcze podreperować studentami, którzy do ośrodków akademickich ściągają przecież również z innych regionów kraju. I tu znowu nie jesteśmy w czołówce, bo młody Uniwersytet Zielonogórski mimo stałych i przynoszących efekty działań na rzecz rozwoju i poszerzania oferty, nie może się jeszcze póki co równać z dwukrotnie starszą uczelnią szczecińską, która gości w murach przeszło 35.000 studentów. W porównaniu do zielonogórskich niespełna 10.500 żaków, to ogrom. O naszpikowanym uniwersytetami Wrocławiu pozwolę sobie nie wspomnieć.

Nie jest powiedziane, że za kilka-kilkanaście lat podobne tłumy absolwentów opuszczać będą mury UZ, który stawia na ścisłą współpracę z biznesem, intensywne pozyskiwanie kadry naukowej czy też innowacje. Przykładem niech będzie kierunek medyczny, który cieszy się naprawdę sporym zainteresowaniem, czy też Inżynieria lotnicza – uruchomiona we współpracy z Aeroklubem Ziemi Lubuskiej.
Ta elastyczność zielonogórskiej uczelni to ogromny potencjał, który z pewnością zaprocentuje. Na niższych szczeblach edukacji samorządowcy z sukcesami współpracują ze szkołami średnimi: zawodowymi, technikami, liceami profilowanymi.

Nie tak wielkie, nie za małe

Na korzyść Lubuskiego na pewno przemawiają też nieco mniej oczywiste atuty, jak stosunkowo niskie koszty życia, czy łatwiejsza codzienna logistyka. Nie tak duże stolice województwa oferują zdecydowanie niższe ceny za m2 powierzchni mieszkalnej niż Wrocław czy nawet Szczecin, choć niskimi nazwać je trudno. Najtańsze mieszkania mamy w Gorzowie Wlkp., a Zieloną Górę goni Sulechów, jednak wciąż jeszcze mamy w okolicy nieprzepełnione „sypialnie”, których niewątpliwym walorem jest błyskawiczny, w porównaniu ze stolicą Dolnego Śląska, dojazd do centrum miasta.

Lubuskie jest zresztą dość przyjemnym miejscem do życia, dalekim od pośpiechu większych miast, z w zasadzie płynnym ruchem samochodowym, bo umówmy się – zielonogórskie czy gorzowskie korki nijak się mają do wrocławskich. Otoczenie przyrody i dostępność oferty kulturalnej na przyzwoitym poziomie oraz całkiem dobry poziom szkół podstawowych i ponadpodstawowych daje nadzieję na napływ skuszonych dodatkową dobrą pracą zasobów ludzkich.

Inwestorzy więc zerkają na nas chętnie, ale i tak niekoniecznie będziemy ich pierwszym wyborem, bo konkurencja ze strony północnego i południowego sąsiada jest silna. Tym bardziej potrzebna jest bardzo przemyślana i aktywna strategia samorządów, które dysponują terenami i potężnymi narzędziami perswazji.

Joanna Turakiewicz-Pietras

Poprzedni artykuł

Państwowa Inspekcja Pracy radzi

Czytaj więcej
Następny artykuł

Takie spotkania powinny odbywać się częściej. Przedsiębiorcy spotkali się na zaproszenie OPZL. Fotorelacja

Czytaj więcej

ul. Reja 6, 65-076 Zielona Góra
Tel. 884 782 630
E-mail: b.przybylska@opzl.pl