Pierwsze lata funkcjonowania Portu Lotniczego Babimost upłynęły pod hasłem podróży urzędników w niewielkich Bombardier Dash. Dziś na 100 miejsc w samolocie 70 jest zajętych. Co daje nam lotnisko?
Wiem, że ma pan własne pytanie, od którego chciałby pan zacząć tę rozmowę.
Tak. Brzmi ono: czy w ogóle to lotnisko jest nam potrzebne? Pytanie zaczepne, bo dla sceptyków wykonywanie lotów to bezcelowe przepalanie środków na promocję województwa.
Nie mają racji? Bo może na wyrost taki luksus, którego utrzymanie kosztuje niemało?
Kiedy ktoś pyta mnie, po co nam to lotnisko i czy jest sens jego utrzymywania, odpowiadam, że to tak, jakby pytać, czy ma sens utrzymywanie drogi S3. Nikt nie pyta, ile kosztuje utrzymanie tej ani innych dróg, a przecież dzięki rozwojowi komunikacji drogowej województwa lubuskiego jesteśmy dziś naprawdę fantastycznie skomunikowani. To daje realne szanse i realne możliwości.
Podobnie jest z komunikacją lotniczą. Widzimy jak istotne jest połączenie do Warszawy z punktu widzenia czysto biznesowego. W dużej mierze ten samolot jest wypełniony przez osoby, które korzystają z tego połączenia głównie dla biznesu. Samorząd również lata w sprawach biznesowych. Nie po to, żeby spotkać się w Warszawie na kawie, tylko po to, żeby załatwiać sprawy istotne dla regionu i lokalnych społeczności. Patrzmy więc na lotnisko, jak na drogę.
Zwłaszcza że centrale firm są często w innych miastach.
Oczywiście. Duży biznes korzysta z samolotów. Top menedżerowie nie jeżdżą po Europie pociągami, tylko latają – często nawet mniejszymi odrzutowcami biznesowymi. I tu nie chodzi wyłącznie o wygodę, ale o czas, który dzisiaj już traktujemy jako wartość. Jeśli firma płaci dobremu inżynierowi kilkaset złotych za godzinę pracy, to wielogodzinna podróż pociągiem oznacza po prostu realną stratę.
Poza tym patrzmy na to szerzej, lotnisko należy analizować nie tylko przez pryzmat przychodów samego portu, ale przede wszystkim wpływu na rozwój gospodarczy regionu, atrakcyjność inwestycyjną i tworzenie miejsc pracy. Jeśli na przykład powstanie w województwie lubuskim jedna fabryka tylko dlatego, że jest lotnisko, to już jest wystarczający argument. I jeśli to będzie 500 nowych miejsc pracy, to tym bardziej. Do tego dochodzą przedsiębiorstwa rozwijające działalność wokół infrastruktury lotniskowej
Wystarczający argument do dyskusji ze sceptykami.
Nie jedyny. Poza Goleniowem pod Szczecinem to jest jedyne czynne i sprawne byłe lotnisko wojskowe na zachodnim pasie. Mieliśmy kiedyś Szprotawę, Żagań, Legnicę, Chojnę poniżej Szczecina — ich wszystkich już nie ma, a to naprawdę ważna infrastruktura. Wystarczy przelecieć za zachodnią granicę Polski i zobaczyć, że wszystkie byłe lotniska woj-skowe nadal funkcjonują, bo ktoś doszedł do wniosku, że lepiej utrzymywać to, co jeszcze jest, niż to zniszczyć i za ja-kiś czas myśleć o budowie od nowa. Gdybyśmy chcieli dzisiaj wybudować lotnisko od podstaw, byłoby to zadanie praktycznie niewykonalne.
Poza tym, jeśli myślimy o województwie w kontekście potencjału rozwoju, na przykład firm zbrojeniowych, to musimy pamiętać, że całą zbrojeniówkę transportuje się samolotami.
W tym kontekście i w obecnej sytuacji politycznej, posiadanie lotniska tak blisko stolic województwa to już kwestia strategiczna?
Oczywiście, że tak. Co więcej, na naszym lotnisku jest możliwość przyjmowania ciężkich, dużych samolotów transportowych. Z tego punktu widzenia, również strategicznego i logistycznego, lotnisko ma ogromne znaczenie. Nawet w sytuacjach ewakuacji czy pomocy humanitarnej, bo przecież i na to trzeba patrzeć. Wszyscy pamiętamy choćby powódź sprzed trzech lat. Lotniska w sytuacjach kataklizmów czy zagrożeń dla ludności stanowią bardzo ważny potencjał niesienia pomocy.
Trzeba więc patrzeć na to szerzej, wielowymiarowo, a nie tylko przez pryzmat podróży do Egiptu. To, że samorząd piętnaście lat temu podjął decyzję o przejęciu tego lotniska, uważam za jedną z odważniejszych decyzji samorządu woje-wództwa lubuskiego. A to, że jest determinacja, by lotnisko utrzymać i rozwijać, pokazuje odwagę naszych włodarzy wojewódzkich, którzy mimo tylu negatywnych opinii konsekwentnie podejmują tę decyzję.
Wróćmy do biznesu. Możemy marzyć o cargo? Współpracujący z biznesem samorządowcy uważają, że jest niezbędne. Ta perspektywa pojawia się w rozmowach z inwestorami jako mocny argument.
Uruchomienie takiej usługi nie jest większym problemem. Jesteśmy w stanie uzyskać wszystkie certyfikaty, zgody i pozwolenia w sześć miesięcy. Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy nasz rynek tego potrzebuje. Dlatego rozmawiamy z firmami, badamy ich potrzeby logistyczne.
To chyba dość kosztowna opcja?
Transport drogowy też jest kosztowny. I wolniejszy. W biznesie zaś kluczowy jest czas, szybka dostawa może być przewagą konkurencyjną. Babimost ma też dużą przewagę nad Poznaniem czy Wrocławiem, bo u nas jest mniej ograniczeń nocnych. A cargo najczęściej lata właśnie nocą, kiedy ruch lotniczy jest mniejszy i łatwiej planować operacje.
Zresztą, już w tej chwili mamy potencjał do zagospodarowania. Na obecnych operacjach pasażerskich do Warszawy pozostaje niewykorzystana pojemność cargo. Czasami jest tam kilka walizek. Można w nich zmieścić kilka palet lotniczych z lekkim zaopatrzeniem. Raz, że wpłynęłoby to na poprawę rentowności całego lotu, a po drugie miałoby duże znaczenie dla całego biznesu. Dlatego chcemy o tym rozmawiać. Współczesne lotniska regionalne coraz częściej stają się elementem nowoczesnych łańcuchów logistycznych, szczególnie w obszarze e-commerce i szybkich dostaw.
Na początek więc najbardziej brakuje nam klientów?
Będziemy potrzebować więcej kadry. Nie bez powodu jakiś czas temu uruchomiliśmy kierunki szkolenia mechaników lotniczych. To była inicjatywa Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, ale realizowana wspólnie z miastem Zielona Góra, samo-rządem województwa, Uniwersytetem Zielonogórskim oraz Zespołem Szkół Technicznych. Mamy już trzeci rok studentów na Uniwersytecie Zielonogórskim i pierwszych absolwentów technikum.
I oni znajdą pracę?
Myślę, że pracodawcy już stoją pod drzwiami i czekają. Zapotrzebowanie na mechaników lotniczych jest ogromne. Samo wojsko będzie ich potrzebowało mnóstwo. Kupujemy coraz więcej sprzętu, a ktoś ten sprzęt musi obsługiwać. W każdym samolocie siedzi dwóch pilotów, ale do jego obsługi potrzeba kilkunastu mechaników.
Jeśli zmaterializują się projekty związane choćby z wydobyciem miedzi czy innymi dużymi inwestycjami, to moim zdaniem w Lubuskim zacznie przybywać mieszkańców. Wystarczy spojrzeć na Lubin czy Polkowice – kiedyś małe miejscowości, dziś silne ośrodki z rozwiniętą infrastrukturą oraz komunikacją. Tak działa duży przemysł: daje więcej możliwości, lepsze zarobki. A dobrze zarabiający mieszkańcy chcą korzystać z życia – polecieć na wakacje, wyskoczyć do Warszawy, Gdańska czy Krakowa. I wtedy lotnisko zaczyna być realnym narzędziem rozwoju.
Jak dziś wygląda wykorzystanie lotniska?
– Na trasie do Warszawy lata Embraer na około sto miejsc. Średnie wypełnienie to mniej więcej 70 procent, to naprawdę dobre wyniki. Oczywiście przydałyby się kolejne kierunki – Gdańsk, Kraków, Katowice – gdyby na takich trasach latały maszyny czterdziestoosobowe, myślę, że też miałyby dobre obłożenie.
Takie połączenia są realne?
Myślę, że tak, choć to raczej perspektywa kilku lat. Trzeba pamiętać, że rola lotnisk regionalnych bardzo rośnie. Jeszcze niedawno dominowały wielkie porty centralne, a dziś ponad 60 procent ruchu pasażerskiego obsługują właśnie lotniska regionalne. Duże huby będą coraz bardziej pełniły funkcję przesiadkową.
Gdyby miał pan wskazać kierunki, z którymi powinniśmy być skomunikowani lotniczo, jakie destynacje znalazłyby się na krótkiej liście?
Musimy patrzeć realistycznie i oceniać, jaki mamy potencjał pasażerski. Na pewno ważna jest Wielka Brytania – biznesowo i ze względu na mieszkańców regionu pracujących za granicą. Myślę też o Hiszpanii, Włoszech czy Bałkanach.
I takie połączenia się pojawią? Nie wątpię, że bardzo by to Lubuszan ucieszyło.
Trudno mi jest powiedzieć, bo nasza spółka nie odpowiada za ruch lotniczy. Zarządzającym lotniskiem są Polskie Porty Lotnicze i to one zajmują się tymi tematami, a operatorem lotów są albo touroperatorzy, albo PLL LOT.
Czy macie na to jakiś wpływ?
My jako spółka nie mamy na to żadnego wpływu, ale myślę, że to się za jakiś czas może zmienić. Wydaje mi się, że warto byłoby pójść w kierunku takim, jak inne lotniska regionalne, gdzie samorząd decyduje o zarządzaniu lotniskiem.
A jeśli chodzi o infrastrukturę i dostępność lotniska?
Realizowana jest inwestycja bardzo istotna dla tego lotniska – obwodnica nad Nowym Kramskiem i nowy dojazd do lot-niska. Obecnie droga dojazdowa do lotniska prowadzi wąskimi drogami, są tam ostre, dziewięćdziesięciostopniowe zakręty, przez co dla dużych samochodów ciężarowych jest to niewygodne. Warunki dostępu i dojazdu do lotniska zdecydowanie się poprawią i zyskamy nowe szanse rozwoju. Konsekwentnie robimy swoje i tym ostatecznie udowadniamy wartość naszego portu lotniczego.
Duże projekty infrastrukturalne zawsze budzą dyskusję, jednak konsekwentny rozwój najlepiej pokazuje ich wartość. Nowoczesne lotnisko regionalne nie jest wyłącznie infrastrukturą transportową — jest narzędziem zwiększania konkurencyjności regionu