Grunty, dostosowanie, energia to trzy elementy podwalin strategii gospodarczej Sulechowa. Dalej: koncepcja, realizacja, współpraca. Ta triada karmi inną, równie silną: samorząd, biznes i mieszkańcy.
Z Wojciechem Sołtysem, burmistrzem Sulechowa, rozmawia Joanna Turakiewicz-Pietras.
Sulechów przeżywa okres intensywnego rozwoju. Sprzyja wam położenie, ale ono samo nie wystarcza. Laur „Grunt na medal” 2025 za tereny inwestycyjne nie zdobył się sam. Stoi za tym solidna koncepcja. Jakie były jej podwaliny?
Kiedy w 2019 roku, a właściwie jeszcze pod koniec 2018 roku, podjąłem decyzję o starcie w wyborach i zostałem burmistrzem, wiedziałem, że chcę pracować, bazując na konkretnych danych i wnioskach. Zamówiliśmy więc analizę tego, w jaki sposób prowadziliśmy politykę rozwoju gospodarczego i jakie zasoby mieliśmy do dyspozycji. Wynikł z niej jeden zasadniczy wniosek: byliśmy dość anonimową lokalizacją, o której niewiele osób wiedziało, mimo że mamy wjazd na S3, a na terenie gminy bardzo atrakcyjne grunty.
Problem polegał na tym, że w zdecydowanej większości nie były to grunty samorządowe, tylko prywatne. Kluczem było więc ich scalenie, także w formie planów zagospodarowania przestrzennego, tak aby można było zaoferować bardzo konkretne duże przestrzenie. Postawiliśmy nie na działki jedno-, dwu- czy trzyhektarowe, ale na tereny kilkunasto- oraz kilkudziesięciohektarowe. To była, w mojej ocenie, bardzo dobra decyzja.
Kolejna analiza dotyczyła jak najdokładniejszego rozpoznania: czego oczekuje rynek. Z niej wynikł drugi krok – dostosowanie się do potrzeb rynku. Pierwsze rozmowy biznesowe pokazały, że warunki wynikające z planów zagospodarowania nie były wystarczające. Wymagały zmiany, choćby ze względu na wysokość możliwej zabudowy. Widzieliśmy już wtedy boom w segmencie magazynowo-logistycznym, ale także duże firmy produkcyjne sygnalizowały, że procesy technologiczne są na tyle złożone, że niska zabudowa zwyczajnie nie wystarcza.\
Trzeci element to odnawialne źródła energii. Dopuściliśmy szeroko rozumiane OZE na części terenów, tak aby można było produkować energię na miejscu i z niej korzystać. Doprowadziliśmy też do budowy bardzo dużej farmy fotowoltaicznej w obrębie Kruszyny. To pozwoliło mówić o Sulechowie jako o lokalizacji — oczywiście w dużym uproszczeniu — zeroenergetycznej, bo produkcja energii na terenie gminy była większa niż lokalne zapotrzebowanie.
Jakie efekty tych przedsięwzięć widać dziś w skali gminy? Przedsiębiorcy rzeczywiście odczuwają niższe rachunki?
Ciężko powiedzieć dokładnie, o ile są niższe rachunki, bo bardzo dużo zależy od momentu wejścia i od tego, ile energii dany podmiot jest w stanie wyprodukować. Ale myślę, że w przypadku niewielkich działalności gospodarczych jest to przedział 20-40 procent. W większych firmach raczej między 5 a 15 procent.
Wynika to z tego, że energia z OZE nie zawsze jest w pełni wykorzystywana przy małych powierzchniach przeznaczonych np. pod fotowoltaikę. Dodatkowo nie mamy dziś możliwości korzystania choćby z energii wiatrowej. Produkcja OZE skupia się więc głównie na fotowoltaice, a to jest ograniczenie. Mimo wszystko uznaję, że to znacząco zmniejsza koszty po stronie przedsiębiorcy. Obecnie, dzięki zmianom w prawie, można zawierać umowy bezpośrednio między producentami energii z OZE a przedsiębiorcami. Jeszcze kilka lat temu było to praktycznie niemożliwe.
Nie udało nam się jeszcze wejść w sferę spółdzielni energetycznych, a to — według mnie — byłoby świetnym rozwiązaniem, szczególnie dla mniejszych podmiotów.
To się jeszcze nie udało, ale jest w planach?
Ja bym bardzo chciał, ale nie wszystko jest w moich rękach.
U podstaw tej koncepcji leżały też rozmowy z inwestorami i konsultacje z przedsiębiorcami?
Zdecydowanie tak. Kierunek rozwoju gospodarczego wynikał przede wszystkim z rozmów zewnętrznych — nie tyle na poziomie samej gminy, ile głównie z kontaktów z przedsiębiorcami i dużymi podmiotami, choćby z Warszawy. Przeprowadziliśmy tych rozmów bardzo dużo. Mieliśmy początkowo problem z przebiciem się z wyraźnym przekazem, że mamy atrakcyjne tereny inwestycyjne i jesteśmy otwarci na rozmowę oraz dostosowanie się do warunków rynkowych. Jednak w końcu otwarta, a zarazem uparta polityka informacyjna i marketingowa sprawiła, że dotarliśmy do nowych podmiotów i zbudowaliśmy sporą listę kontaktów.
A ta lista kontaktów przekłada się teraz na konkretne miejsca pracy…
Zdecydowanie tak
Tylko jakie? Centra logistyczne nie przyciągną, nie zatrzymają w regionie menadżerów, nie wykształcą specjalistów.
W centrach logistycznych mamy bardzo dużą liczbę miejsc pracy dla pracowników niewykwalifikowanych, ale równocześnie wokół tego powstają dziesiątki miejsc pracy dla osób ze specjalistycznym wykształceniem, chociażby technicznym. Chodzi o sterowanie maszynami, nadzór nad procesami logistycznymi, bo mamy już do czynienia z bardzo wysokim poziomem automatyzacji.
Jednak w produkcji skala jest chyba inna?
Zgadza się – ta skala jest w tym przypadku większa.
Od lewej: Sebastian Cycuła, prezes zarządu Fundacji Generado, Wojciech Sołtys.
Macie, zdaje się inwestora z branży reklamowej?
Tak. I to będzie zakład produkcyjny specjalizujący się w szeroko rozumianej działalności reklamowej. Chodzi głównie o gadżety reklamowe, ale też nadruki i obsługę wysokospecjalistycznych maszyn. Z jednej strony będzie to praca manualna, czyli miejsca dla kadry niewykwalifikowanej, z drugiej — wymagania techniczne wobec pracowników obsługujących maszyny. Do tego dochodzi kadra kierownicza i menedżerska – we wszystkich inwestycjach. Znam osoby, które wróciły do Polski z emigracji, wcześniej pracowały na wyższych stanowiskach i znalazły zatrudnienie tutaj, w działalnościach, które pojawiły się na terenie gminy. To dla mnie bardzo pozytywny przykład.
Na jakich branżach zależy wam dziś najbardziej? Szukacie inwestorów z konkretnych sektorów?
Nie. Jesteśmy otwarci na wszystkie branże. Naturalnie staliśmy się atrakcyjną lokalizacją, przede wszystkim dzięki położeniu. To był ważny aspekt w rozwoju logistyki, branż modowych i centrów procesowych, ale nie skupiamy się wyłącznie na tym. Jesteśmy gotowi także na produkcję. Prowadzimy rozmowy z bardzo różnymi podmiotami: firmami produkującymi elementy metalowe, producentami spożywczymi. To naprawdę szeroki wachlarz. O wielu rzeczach nie mogę mówić szczegółowo, bo biznes lubi ciszę. Nie eksponujemy publicznie wszystkiego, co dzieje się na bieżąco. Możemy jednak powiedzieć, że jesteśmy przygotowani również na zakłady przemysłowe o wysokim zapotrzebowaniu na wodę i energię.
Porozmawiajmy o lokalnych, mniejszych firmach. Duzi inwestorzy też tworzą dla nich potencjał rozwojowy.
Zdecydowanie tak. Już widać konkretne efekty. Korzystają na tym usługi transportowe, opieka medyczna, gastronomia, firmy dbające o tereny zielone, sprzątające i wiele innych podmiotów. To lokalni przedsiębiorcy, którzy obsługują nowe inwestycje. Nie są to pojedyncze firmy — wokół dużych projektów działa już cała grupa takich podmiotów.
Inwestycje wpłynęły też mocno na branżę budowlaną i bieżącą obsługę zakładów. Pracę znajdują monterzy, firmy elektryczne, a także inni wykonawcy potrzebni nie tylko na etapie budowy, lecz także późniejszego utrzymania obiektów. Ważną rolę odgrywają usługi medyczne, choćby przy badaniach okresowych i badaniach rekrutacyjnych. To wszystko dzieje się lokalnie.
Zmienia się cały rynek, bo kiedy mieszkańcy znajdują pracę na miejscu, rosną ich dochody, a to w sposób oczywisty rozwija handel i lokalne usługi. Na końcu warto wspomnieć o budownictwie i zapotrzebowaniu na mieszkania. Z jednej strony to świetnie, że mamy więcej deweloperów i inwestycji. Z drugiej — rynek przyspieszył wzrost cen, a z tym też trzeba się mierzyć.
I to wszystko w godzinach pracy urzędu od 7.00 do 15.00…
No nie, tak się nie da. Chciałbym, żeby szczególnie wybrzmiało coś, co uważam za kluczowe dla naszych działań. Zacząłem prowadzić rozmowy biznesowe i rozmawiać o rozwoju gospodarczym w cyklu projektowym. Powoływaliśmy specjalne zespoły kierowane do poszczególnych projektów, czyli w praktyce do rozmów z konkretnymi inwestorami.
To było, w mojej ocenie, clou tego, jak zaczął funkcjonować nasz marketing. Daje to stały i bezpośredni kontakt. Osobiście w każdym projekcie, we wszystkich procesach uczestniczyłem od początku do końca. Wziąłem na siebie ciężar bycia liderem każdego projektu. W pracach każdego zespołu uczestniczą merytoryczni pracownicy odpowiedzialni za kwestie drogowe, transportowe, zagospodarowanie przestrzenne i kwestie środowiskowe. W zależności od etapu projektu zmieniają się osoby w zespole. Zachowujemy pełną tajemnicę negocjacji biznesowych, ale z drugiej strony zapewniamy pełną opiekę. W wie-lu sytuacjach był to jeden z bardzo ważnych elementów, który przesądził o powodzeniu projektu.
Widzieliśmy w tej zmianie istotny element polityki działania gminy i urzędu. Chodziło o rozpoznanie tego, czego oczekuje rynek. Opiekujemy się inwestorami od samego początku, do wbicia łopaty i później. Również wtedy, gdy już prowadzą działalność gospodarczą. Muszą wiedzieć, że mogą do nas zadzwonić nie tylko w godzinach pracy urzędu. Czasem, albo zasadzie częściej niż czasami, problemy pojawiają się właśnie wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy.
Nie tylko burmistrz, a przede wszystkim człowiek.